środa, 10 listopada 2010
"Rozmyty chodzę niewyraźnie po omacku Nasłuchując trzasku z winylowej płyty. "
Listopad siąpi deszczem w mieście O. od paru dni, mnie ogarnia jesienna deprecha, źle mi samemu ze sobą... Jakoś trudno mi uwierzyć ostatnio we własne umiejętności, pisanie pracy mgr mnie przeraża, nie wiem nawet od czego zacząć. Za pare dni przybędzie kolejny rok, jak zawsze człowiek zadaje sobie wtedy pytania co dalej, a ja mam mało pomysłów na siebie w przyszłości, robie się ostatnio sentymentalny. Brakuje mi wiary w siebie. Nawet sen nie przynosi ukojenia.
sobota, 06 listopada 2010
To taki stan kiedy byle reklama zmusza do płaczu...
Powroty do rodzinnej miejscowości niosą ostatnio całe garście nostalgi. Dom w którym mieszkałem wiele lat płacze nocą za poprzednim życiem, za śmiechem, za ludzmi, za muzyką...i to akurat 1 listopada, w łunie znajdującego się za nim cmentarza. Wracając nocą, siedząc w pustym pokoju panuje tu cisza która jest nie do zniesienia, od której bolą uszy, od której dostaje się drgawek i chce się uciekać przed nadciągającym smutkiem. W takich chwilach docenia się chwile spędzone razem, tęskni za ciepłem drugiej osoby, za miarowym oddechem gdzieś obok. Łóżko wydaje się o wiele za duże dla jednej osoby, a mnie ogarniają jakieś dziwne stany lękowe i smutek dzieś od wewnątrz. Tęsknota. Bądź już obok, ukołysz do snu...
sobota, 10 kwietnia 2010
Żałoba narodowa - święto hipokryzji
Od rana wszędzie trąbią o śmierci Prezydenta, wielka żałość, płacz, lament na całą Polskę, najgorliwsi w tym są którzy jeszcze wczoraj czy przedwczoraj Kaczyńskiego mieli gdzieś, gardzili nim etc. Żygać się chcę na myśl o całej tej hipokryzji, dlaczego Polacy to taki naród który docenia kogoś jak już ktoś umrze. Zmarł Micheal Jackson nagle wszyscy zaczeli słuchać jego muzyki , zmarł żołnież w Iraku od razu dają mu medal tylko ja się pytam co tym zmarłym po tych medalach, płaczach , sprzedaży płyt. Cała Polska historia to jedno wielkie użalanie się nad sobą, ktoś nas napadł, ktoś nas obrabował, ktoś zbeszcześcił, czemu nikt nie pamięta o tym co nasz naród zrobił innym, np Katyń, ale o Dymitriadach nikt nie pamięta. Żyje w zaścianku. Wstawianie wstążek żałobnych na wszelkiego rodzaju portale społecznościowe, milion świeczek w komentarzach - to jest totalna głupota. Zgineli, bo lądowali mimo że im to odradzano. Ziemia kręci się dalej, słońce nadal wschodzi i zachodzi. Trzeba żyć teraźniejszością.
czwartek, 07 stycznia 2010
"...bo Ty jesteś moim domem"
Święta spędzone z rodziną Jej i moją, na spotkaniach z przyjaciółmi. Końcówka roku to zakopanie topora wojennego z przyjacielem z którym nie rozmawiałem półtorej roku, okazało się że nawet tak długi czas i te nieporozumienie nic nie zmieniły i nadal znamy się jak bracia, ciężko zaprzepaścić taką długą znajomość. Fajnie jest, nawet bardzo. Sylwester na dwie pary z kolejnym przyjacielm drugim z dwóch, w spokojnej acz pełnej humoru atmosferze. Początek roku wiąże się jak zwykle z zaliczeniami i sesją , dziś pierwsze poszło dobrze, oby utrzymać tą tendencję i przezwyciężyć wewnętrzne lenistwo. Postanowienia noworoczne rzucić fajki, schudnąć, zrobić prawo jazdy - ostatnie najbardziej realne.
piątek, 18 grudnia 2009
"She waits for a bus And snowflakes fall on her coat..."
W mieście O. piękna zima, śnieg skrzypiący pod stopami, tęczowa starówka, kierowcy w mpkach jako mikołaje, a w naszym mieszkaniu święta, kawa z cynamonem i mandarynki...
wtorek, 08 grudnia 2009
Cichych dni, twoich wyjazdów i powrotów, zasypiania samemu raka płuc, albo że kiedyś stracę pamięć i przestanę słyszeć...
Dawno nie pisałem, z róźnych względów, przez brak internetu, przez pobyt w Londynie, przez brak weny spowodowany ogólnym szczęściem. Życie w związku mnie uszczęśliwia, codzienne drobne przyjemności które Ona dla mnie robi, codzienna kawa i poranny papieros no i nasza wspólna norka- o jakiej marzyliśmy. Choć tak naprawde trzeba też przyznać że jest inaczej niż gdy mieszkałem sam, trzeba iść na kompromis, nie raz się pokłócić, milczeć ale wszystko to pomaga rozładować negatywne emocje których ostatnio trochę się narobiło. Gdy raz się popełni błąd, albo ma się chwilę słabości bardzo ciężko to naprawić, ale wciąż próbuje co kosztuje mnie dużo energii, czasem nie mam już siły z tym walczyć. Ciężko z tym wszystkim bo nie na wszystko mam wpływ a za wszystko odpowiadam. Może kiedyś w końcu mi się uda i znów zaufa mi tak jak kiedyś. Niedługo nasze pierwsze wspólne święta, moje pierwsze święta bez rodziców. Emigracja nie służy rodzinie niestety. Kupujemy prezenty, co nas męczy bo nie znosimy zakupów, centrów handlowych, ludzi chodzących jak krowy albo może krów wyglądających jak ludzie. Dużo kofeiny, nikotyny, czułości - mało chęci do nauki , do robienia czegokolwiek. Ogólna apatia.
piątek, 05 czerwca 2009
...Twoje łzy miażdżą mi serce...
Nie lubię poczucia bezsilności, zwłaszcza wtedy naprawde pragnę coś zrobić, zwłaszcza kiedy Ona, jest smutna, bezsilna, załamana. To jest najgorsze, najgorsze uczucie ze wszystkich, kiedy chciałbyś uchylić komuś nieba, a nie możesz, przerażające. Milczenie troche mnie zabija ale staram się i będę się starał nadal je przezwyciężać, próbować rozbawić, rozczulić, rozbić ten mur, uporem, miłością i czułością chociaż wiem że w takie dni jak dziś to misja niewykonalna. Będę i jestem zawsze dla Ciebie.
Gdziekolwiek - E. Stachura "Gdziekolwiek jesteś, (...)"
środa, 03 czerwca 2009
"Spiździała dusza polskich mediów" - prof Bartoszewski
Dziś znowu usłyszałem że jestem dziwny, że jestem nihilistą, że odrzucam wszystko to co inni uważają za sacrum. Wcale tak nie jest, ja po prostu staram się być świadomy i racjonalny, nie podążać za innymi, nie kopiować, myśleć samodzielnie. I to nie tak że odrzucam wszystkie autorytety, wszystkie świętości. Mam kilku ludzi którzy są dla mnie wzorem, jednym z nich jest prof Bartoszewski. Dziś w mieście O. dane mi go było zobaczyć i posłuchać na żywo, zobaczyć z bardzo bliska, może 3 metrów. Zadziwiający to człowiek, zadziwiająca mądrość i żywotność umysłu, zastanawiam się skąd on na to wszystko czerpie energie, skąd tyle w nim chęci i zapału żeby coś zmieniać, tak on jest dla mnie jednym z największych autorytetów naszych czasów, większym niż wszyscy papieże i przywódcy świata. Zawsze szanuje u ludzi ich intelekt ale najbardziej cenię ludzi którzy oprócz intelektu mają poczucie humoru i dystans do siebie i do innych. Spotkanie z profesorem wywarło na mnie ogromne wrażenie, pozwoliło spojrzeć na sprawy patriotyzmu, wolności, historii ze znacznie większej perspektywy. Choć "ludzie" znów się popisali, jak można rozmawiać przez telefon siedząc w pierwszym rzędzie, nie słuchać a potem robić sobie zdjęcia z profesorem. Żenada. Druga to dziennikarz z GW który patrzył i słuchał wypowiedzi prof jakby kompletnie nic nie rozumiał i nic nie wiedział. Nie lubie dziennikarzy, jak dla mnie to ludzie którzy w większości nie mają żadnej wiedzy a chcą i usiłują udowodnić że wiedzą wszystko. Jak można zadawać tak durne pytania. Swoją drogą profesor świetnie ironicznie zadrwił z tego dziennikarzyny. Oby więcej takich mądrych ludzi rodziło się w tym kraju - może wreszcie byłoby jakoś normalnie.
wtorek, 02 czerwca 2009
How to disappear completely...
Gdy wszystko idzie dobrze zawsze, ale to zawsze coś musi się stać, coś musi się spierdolić. Najbardziej boli mnie to że gdy coś idzie źle, nie ma mnie przy Niej, nie mogę jej przytulić i powiedzieć że wszystko będzie dobrze, że musi tak być. W takie dni mam ochotę ucieć od świata, zaszyć się gdzieś, przenieść do jakiegoś wyimaginowanego świata, jakiegoś małego nieba i leżeć z Nią na łące z waty cukrowej. Z Nią jedną dziele wszystko na pół z nią jedną chce to dzielić. ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- A co do reszty: Denerwują mnie ludzie, jestem dziś aspołeczny. Nie lubię zbędnego tłumaczenia się z rzeczy które mnie nie dotyczą, jeśli ktoś czuje się winny w jakiś tam sposób wobec siebie, albo w jakimś tam stopniu przejmuje się moim zdaniem na temat czegoś to jest to dla mnie strasznie irytujące. Wychodzę z założenia że tylko winni się tłumaczą a to i tak nie tym osobom którym trzeba. Zasadniczo nie obchodzi mnie życie prywatne moich znajomych, ich związki i inne tym podobne rzeczy. Nie wnikam w charakter stosunków między nimi ich partnerami i osobami trzecimi i naprawde tłumaczenie się mi z czegoś jest zasadniczo zbędne i męczące dla mnie. Proszenie o nie nadinterpretowanie czegoś, jakby w ogóle miało jakieś znaczenie moje zdanie na ten temat. Nie lubie nikogo wciągać w swoje prywatne sprawy i oczekuje wzajemności. Na głupie uwagi odpowiadam równie głupimi, nie tłumacze się nikomu, nie oczekuje zrozumienia, poparcia, akceptacji i nie interesuje mnie zdanie innych na temat tego jaki jestem, co robię, jak się ubieram, jak jem etc. Inna konstatacja tyczy się ludzi z mojego roku: kto normalny leci na urwanie głowy żeby tylko sobie zająć miejsce z tyłu sali, zajmuje 3 miejsca dla koleżanek, wrzeszczy i przed zaliczeniem sieję panike zadając durne pytania. Nie pojmuje. Idealnie mi tu pasuje mi tu ten cytat : "Czasem człowiek sądzi, że ujrzał już dno studni ludzkiej głupoty, ale spotyka kogoś, dzięki komu dowiaduje się, że ta studnia jednak nie ma dna. ” — Stephen King
środa, 27 maja 2009
"Iskrzy się noc i iskrzy. Motyle są jak mosty skonstruowane. Mnóstwo cekinów nocą."
Zwiększony wysiłek intelektualny, zwiększona dawka tęsknoty, zwiększona dawka czułości we krwi, nikotyna i kofeina. Czuje się zmęczony, słońce jak dla mnie za duże, za gorące, za jasne - stapiam się, latem lubie tylko noce, noce latem mają swój niepowtarzalny klimat, nocne miasto latem rozświetlone latarniami ma w sobie coś co uspokaja i relaksuje, wycisza i pozwala poukładać myśli, czekam takiego lata gdy będe chodził z Nią ciemnymi zakamarkami miasta O., będe całował i przytulał i śmiał się na cały głos i bujał się z nią na bujaczkach słuchając Świetlików, albo kąpał w jeziorze, albo leżał na chłodnej trawie tyle jeszcze tych najmniejszych pragnień we mnie...Narazie natłok zaliczeń, egzaminów na które nie mam najmniejszej ochoty się uczyć. Przypominam sobie tamte lato, tamtą sesje gdy ze swoim psem o 2 w nocy szwędałem się nocą słuchając Świetlików - wtedy nie wiedziałem że szukałem Jej, w tamto lato gdy nawet nie przypuszczałem że będzie, że istnieje. Co robiła w tamto lato? - zastanawiam się czy wtedy też telepatycznie coś przeczuwała. Abstrahując od tematu im częściej myślę żeby coś zrobić dla swojego zdrowia- przestać palić, zacząć jogging tym idę w odwrotynm kierunku więcej pale, mniej się ruszam, zastygam i petryfikuje się w mojej tęsknocie, owijam się w twardy kokon,embrionalna pozycja,oczekiwanie,już niedługo jeszcze miesiąc,potem dwa.Mam nadzieje na swoje przeobrażenie, narazie ona lepi mnie w jedną całość jak u Fisza, a ja zapuszczam korzenie. "Ty jesteś mój narkotyk lecz raczej ciężki, bez Ciebie zwijam się jak pies który dostał gumowym kablem."
|
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
1.Co się komu w duszy gra, co kto w swoich widzi snach :
4.Kto się kocha w czytaniu , bywa duchem w rozmawianiu:
5."Bez muzyki życie byłoby pomyłką." F.Nietzsche
6.Muzyka ze świata:
7.Poeci nie zjawiają się przypadkiem :
8.Księga Gości
Tutaj jestem:
|